Ewangelia (Mk 6, 53-56)

Jezus uzdrawia chorych

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

KOMENTARZ

Ewangelia ma wiele „kolorów”. Jednym z nich są uzdrowienia, lecz jest to tylko malutki wycinek całego bogactwa, jakie kryje się w Ewangelii. Dlaczego tak łatwo przychodzi nam chcieć jednych „wycinków”, a innych już nie? Przecież to ten sam Jezus!
 
☑EWANGELIA TO NIE TYLKO CUDA!
 
Zdecydowanie łatwiej przyjmuje się nam uzdrowienia i cuda, niż np. naukę o przebaczaniu, czystości intencji, czy krzyżu. A przecież to ta sama Ewangelia – Dobra Nowina, która oświetla tylko inne wycinki rzeczywistości!
 
Nie jest niczym złym, gdy w danym momencie potrzebujemy nadzwyczajnej interwencji Jezusa. Czytamy dziś, że znoszono do Jezusa chorych z całej okolicy, a On wszystkich uzdrawiał. Jednakże dojrzała wiara cuda traktuje nie jako cel sam w sobie, lecz jako jedną z wielu konsekwencji spotkania z Jezusem i jako wydarzenie, które ma mi pomóc w w większym zaufaniu Mu i przyjęciu całego bogactwa, jakie kryje się w Ewangelii, również tego, które po ludzku nie wydaje się miłe ani przyjemne.
 
☑TEN SAM JEZUS
 
Jedynym motywem działania Jezusa jest miłość. Jest to być może nawet najważniejsza prawda naszej wiary, ponieważ pokazuje nam najgłębsze intencje Jezusa. Łatwo jest przyjąć, że gdy Jezus uzdrawia, ponieważ lituje się nad ludźmi, którzy byli jak owce niemajace pasterza. Nie jest to już tak oczywiste, gdy głosi kazanie na górze i uczy nas ośmiu błogosławieństw. A przecież to jest ten sam Jezus, który ciągle jest miłością i wszystko robi po to, abyśmy byli szczęśliwi.
 
Na tym polega wiara i zaufanie Mu, że mam pewne fragmentaryczne wydarzenia potwierdzające Jego miłość (np. uzdrowienie), które pomagają mi uwierzyć w całą resztę Jego nauki, która może wydawać się trudna, lecz służy i tylko i wyłącznie mojemu szczęściu, bo głosi ją Ten, który jest czystą miłością.
 
☑PO CZYM POZNAĆ, ŻE DOJRZEWAM W WIERZE?
 
Uzdrowienie (czy to fizyczne, czy jakiejś innej części mojego życia) bywa często również dzisiaj punktem wejścia wielu osób w żywą wiarę. Po pierwszej fascynacji modlitwami o uzdrowienie i wszelkimi innymi objawami działania Boga, które lubimy nazywać „charyzmatycznymi”, Jezus zaprasza wtedy do formowania się i chce nas prowadzić do dojrzałości. Po czym rozpoznać, że mój rozwój przebiega prawidłowo?
 
Wyznaczników jest wiele, wymieńmy zaledwie kilka z nich. Pierwszym kryterium jest zawsze miłość. Jeśli naprawdę dojrzewam w wierze, staję się podobny coraz bardziej do Boga. Jest we mnie mniej egoizmu i skupiania się na sobie. Widzę zmianę jaka się dokonała w relacji do Boga: nie chcę już tylko brać, nie oczekuję już fajerwerków na modlitwie i zaspokajania moich potrzeb na zasadzie „baw mnie”, lecz pytam Jezusa co mogę dla Niego robić i robię to. Widzę również zmiany w relacji do innych ludzi: zaczynam dostrzegać innych, którzy cierpią i potrzebują spotkania z Jezusem (uzdrowienia); widzę czyjeś potrzeby i chcę pomagać; potrafię przebaczać.
 
Oprócz tego, zmienia się modlitwa (człowiek tęskni za ciszą, a nie za skakaniem dla Jezusa), rośnie we mnie pragnienie posłuszeństwa Jezusowi i Kościołowi, zaczynam się karmić już nie objawieniami i prywatnymi poglądami znanych księży-celebrytów, lecz Słowem Bożym i nauczaniem Kościoła, a do tego rośnie we mnie pragnienie formowania się nie samemu, lecz we wspólnocie i pod okiem doświadczonego kierownika duchowego. Czy widzisz to wszystko u siebie?
 
Bądź na bieżąco: